Z Beatą Siedlecką, cukierniczką, twórczynią pierwszej w Warszawie kawiarni i cukierni inspirowanej Harrym Potterem oraz teatralną plastyczką rozmawia Hubert Malczewski
Skąd pomysł na tak nietypową kawiarnię?
- Pomysł powstał dawno temu. Od ponad 20 lat jestem wielką fanką Harrego Pottera, a w szczególności książek, bo to właśnie po ich przeczytaniu oszalałam na punkcie tej sagi. To magiczne uniwersum mocno wgryzło się w moje życie, moje serce i moją duszę. Z zawodu jestem charakteryzatorką oraz plastykiem, pracowałam m.in. w Teatrze Kwadrat. Ale jeszcze pracując w teatrze, hobbistycznie zajmowałam się cukiernictwem. Pasją tą dzieliłam się z rodziną i znajomymi, którzy wiele razy zachęcali mnie, żebym poszła w tym kierunku, bo ich zdaniem tworzę unikalne i niepowtarzalne prace. Ale na tamten moment wiedziałam, że nie chcę prowadzić zwykłej cukierni czy pracowni tortowej. Miałam świadomość, że to mnie prędzej czy później zmęczy. A ja jestem osobą szalenie kreatywną, która by żyć - potrzebuje tworzyć. I wtedy niczym z nieba spadł pomysł, że przecież nie muszę prowadzić zwykłej cukierni, że mogę stworzyć miejsce związane z Harrym Potterem. I tak zaczęła się ta fascynująca przygoda z tym miejscem.
fot. Martin Fitch
Jak trafiłaś na lokal przy ulicy Smoczej, której nazwa - jak na zamówienie - pasuje do całego konceptu?
- Tak, ta ulica bardzo wpisuje się w temat Harrego Pottera, co dodaje mi mnóstwo inspiracji do pracy. Jednym z produktów naszej cukierni są tzw. Smocze Jaja. Od początku wiedziałam, że to musi być firmowy produkt tego miejsca. Sam lokal, w którym stworzyłam „Zaklątek” stał bardzo długo pusty. Tłumaczę sobie, że czekał na mnie, bo jest on absolutnie uszyty na moje potrzeby. Nie chciałam, żeby moja kawiarnia znajdowała się przy głównej ulicy. A tu jest bardzo zacisznie, taki prawdziwy, magiczny zakątek. Oczywiście, w remont i aranżację wnętrza musiałam włożyć kosmiczne ilości pieniędzy i pracy. Każdy kto tu przyjdzie, zobaczy, że jest to wszystko ręczna praca, która trwała wiele tygodni. Od decyzji o stworzeniu cukierni do jej otwarcia minęło niemal pół roku. Scenografia tego miejsca, bo myślę że tak to można nazwać, jest przebogata. Tworząc ją wspólnie z modelatorką Teatru Kwadrat Justyną Nowicką, czułam się jakbym otworzyła księgę Toma Riddle’a i wchłonęła cały ten świat jednym tchem.
Jak już powiedziałaś, jednym ze specjałów Zaklątka są Smocze Jaja. Co jeszcze goście mogą tu zjeść lub wypić?
- Marzę, by to miejsce kojarzyło się ludziom z dzieciństwem, dlatego też chcę wejść w klasyki. Na pewno jest blok czekoladowy, który ja kocham, a wiem że sporo młodych ludzi go nie zna. Są bezy, torty, będzie brownie. Jest też sernik, który moi znajomi uwielbiają i twierdzą, że to jest hit. Wiele rzeczy w witrynie będzie zmieniało się sezonowo. Chcę, żeby to miejsce było dostępne dla wszystkich, stąd też w Zaklątku znajdziecie wypieki „bez” – bez cukru, bez mąki czy bez glutenu. Ale można tu także wypić. Obecnie serwujemy kawę i herbatę, ale w przyszłości planujemy także napoje typu elixiry gdzie zadzieje w magia w postaci suchego lodu. Myślimy również o ziołowych naparach, które bardzo pasują do tej tajemniczej aury. Chcemy też, by pojawiły się bezalkoholowe prosecco, wino i piwo. W czasach, kiedy coraz więcej osób świadomie rezygnuje z alkoholu uważam to za bardzo dobre rozwiązanie.
fot. Martin Fitch
A czy ty, jako osoba z artystyczną duszą, planujesz tu też jakieś wydarzenia tematyczne związane z magicznym uniwersum?
- Pomysły mnożą mi się z dnia na dzień. Jednym z pierwszych, który będę chciała zrealizować to wieczory czytelnicze. Między innymi z racji tego, że pracowałam w teatrze i miałam przyjemność poznać kilku lektorów, którzy dubbingowali Harrego Pottera. Stąd też wiedziałam, że we wnętrzu musi znaleźć się przynajmniej jeden fotel dla osoby czytającej. Zresztą w Zaklątku chciałabym widzieć dzieci, które łapią za książki. Przy kawie i cieście czytać mogą też dorośli, bo aranżacja wnętrza jest tak ujęta, że odnajdą się tu absolutnie wszyscy. W przyszłości będzie tu też wróżenie z tarota, bo to bardzo do tego miejsca pasuje. I czekolada. Od zawsze kochałam czekoladę i uważam że jest to fantastyczny materiał, z którego można tworzyć niesamowite rzeczy. Chciałabym podzielić się tą umiejętnością z innymi, dlatego po mojej głowie chodzi myśl organizowania warsztatów i szkoleń, bo mam do tego dość duże zaplecze. Czekam też na sugestie gości, co by chcieli w tym miejscu i na pewno będę wychodzić im naprzeciw.
Jeszcze tego nie powiedzieliśmy. Zaklątek to pierwsza kawiarnia i cukiernia inspirowana Harrym Potterem w stolicy.
- Pamiętam, że w zeszłym roku dowiedziałam się, że ktoś czai się, by w tym roku stworzyć w Warszawie takie miejsce. W związku z tym, że ten pomysł był w mojej głowie od dawna, to był niesamowity impuls do działania, dzięki któremu zyskałam jakąś wewnętrzną siłę. Kilka lat temu byłam już praktycznie gotowa – miałam lokal, mogłam zaczynać pracę nad tworzeniem tego miejsca. Niestety problemy ze zdrowiem sprawiły, że musiałam zrezygnować. Pamiętam ranek, kiedy dostałam strasznej histerii, że nie mam możliwości zrealizować swojego marzenia. Ale w tym roku zadziała się magia. Znalazłam pieniądze, znalazłam miejsce, odeszłam z dotychczasowej pracy. Puzzle zaczęły się same układać. Pani, od której dostałam pożyczkę zafascynowała się tym pomysłem i zostawiła dla mnie ostatnie pieniądze. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zostanę obdarzona taką ilością dobra i życzliwości, którą przyjęłam od ludzi wspierających ten projekt. I dziś mogę z dumą powiedzieć, że to zrobiłam!
W jakich godzinach jest otwarty Zaklątek?
- Na ten moment można do nas przyjść od wtorku do soboty między 10:00 a 20:00, natomiast w niedzielę jesteśmy otwarci od 11:00 do 18:00. W poniedziałek odpoczywamy po całym tygodniu ciężkiej pracy. Natomiast zobaczymy, jakie będą oczekiwania naszych klientów, bo już dostajemy sygnały, że niektórzy chcieliby przyjść do nas na kawę nawet wcześniej.
fot. Martin Fitch
Napisz komentarz
Komentarze