„To jak zniknięcie kawałka naszej historii!” – mówi pani Helena, mieszkanka Woli od pokoleń. „Zawsze Żytnia to była Żytnia. Jak teraz mamy tłumaczyć wnukom, gdzie jest nasza ulica?!” – dodaje, łamiącym głosem. Inni są równie wstrząśnięci. „Kiedyś to było tak, że zmiana nazwy ulicy była wynikiem wielkich wydarzeń, a teraz... władza tak sobie po prostu zmienia, bo jej się to widzi!” – mówi pan Adam, który mieszka tu od 40 lat.
Ale to nie tylko kwestia nostalgii za tradycją. Mieszkańcy są zaskoczeni także brakiem jakiejkolwiek komunikacji z władzami. „Nikogo nie zapytano, nie przeprowadzono żadnych konsultacji. Tak po prostu, z dnia na dzień, zmieniają nam kawałek przestrzeni, którą znamy od zawsze!” – mówi pani Iwona, sąsiadka z bloku naprzeciwko. „Dla mnie to nie tylko kwestia samej nazwy, ale i szacunku dla nas, mieszkańców. Czujemy się ignorowani!” – dodaje.
Mieszkańcy zaczynają protest
Na miejscu pojawiły się już plakaty protestacyjne, a niektórzy mieszkańcy zaczęli zbierać podpisy, domagając się przywrócenia starej nazwy. W odpowiedzi na falę oburzenia, urząd miasta zapowiada, że niebawem przeprowadzi spotkanie konsultacyjne, jednak nie ujawniono jeszcze jego daty. „Czujemy się tak, jakby nasze głosy nie miały znaczenia. Zmienili wszystko za nas, z góry, bez zapytania” – mówi pan Janusz, który razem z sąsiadami już organizuje zbiórkę podpisów pod petycją w obronie tradycyjnej nazwy. „To nie tylko o nazwę chodzi, ale o szacunek do naszej historii i naszej tożsamości!”
Tymczasem eksperci wskazują, że zmiana tak ważnej i tradycyjnej nazwy może mieć daleko idące konsekwencje dla tożsamości lokalnej i historii Woli. „Ulica Żytnia to nie tylko nazwa, to element kultury tej dzielnicy, coś, co łączy pokolenia” – mówi dr Andrzej Kowalski, historyk i badacz warszawskiej topografii. „Zmiana nazwy, zwłaszcza w taki sposób, może budzić nie tylko sprzeciw, ale i wprowadzać zamieszanie. Mieszkańcy muszą na nowo nauczyć się odnajdywać swoją przestrzeń w mieście, co nie jest łatwe, zwłaszcza kiedy ta przestrzeń jest częścią ich tożsamości.”
Ogromne utrudnienia dla mieszkańców. Muszą wyrobić nowe dokumenty
Największym szokiem dla wielu okazało się jednak to, że zmiana nazwy ulicy oznacza konieczność wymiany dokumentów. „Po tej decyzji musimy zmienić dowody osobiste, prawo jazdy, a może i paszporty! To absurd!” – komentuje pan Michał, który od razu zaczął zastanawiać się, jak to wpłynie na codzienne życie mieszkańców. „Będziemy musieli przynieść wszystkie papiery do urzędów, które zmienią naszą adresację, a to przecież ogromny stres i niepotrzebny wysiłek. Kto to wszystko opłaci?” – denerwuje się.
Zgodnie z przepisami, zmiana nazwy ulicy wiąże się z koniecznością dostosowania wszystkich dokumentów, w tym również tych urzędowych, które wskazują nasz adres. Choć urzędnicy zapowiadają, że proces wymiany dokumentów będzie przebiegał stopniowo, nikt nie ukrywa, że dla wielu osób, zwłaszcza starszych, może to być ogromne utrudnienie. „Mam już 75 lat, jak mam teraz biegać po urzędach, żeby wymieniać wszystkie dokumenty? To jest dla mnie nie do pomyślenia” – mówi pani Zofia, która od lat mieszka przy ulicy Żytnia.
„To prawdziwy koszmar administracyjny” – dodaje pan Adam. „Jestem przedsiębiorcą, prowadzę firmę, która ma siedzibę przy tej ulicy. Zmienienie adresu w każdym dokumencie, na stronie internetowej, w kontaktach z klientami – to gigantyczna praca. A wszystko po to, by zrealizować wizję, której nie popiera większość mieszkańców. To nie tylko koszt finansowy, ale także emocjonalny.”
Konkurs na nową nazwę
Zaskakującą decyzją władz było ogłoszenie, że wkrótce odbędzie się konkurs na nową nazwę ulicy, w którym wszyscy mieszkańcy będą mogli wziąć udział. „To świetna okazja, by każdy miał swój głos w tej sprawie!” – twierdzi rzeczniczka stołecznego ratusza. „Chcemy, aby nowa nazwa była symbolem zmieniającej się Woli, ale jednocześnie w pełni oddawała ducha tej dzielnicy.”
Jednak nie wszyscy są przekonani do tej inicjatywy. „To jak rozdrapywanie rany” – mówi pan Michał. „Proszę mi wierzyć, że nikt nie będzie chciał wziąć udziału w takim konkursie, bo nikt nie chce tej zmiany. To tylko kolejny sposób na usunięcie nas z procesu decyzyjnego.” Mimo to, władze zapowiadają, że rozważą wszystkie propozycje, które będą miały poparcie społeczności, pod warunkiem, że będą one odpowiednie i nie będą wprowadzać kolejnych kontrowersji.
Mieszkańcy, chociaż zniechęceni całą sytuacją, wciąż liczą na to, że ich protesty i niezadowolenie z decyzji władz przyniosą skutek. Czas pokaże, czy zmiana nazwy ulicy Żytnia stanie się rzeczywiście symboliczną reformą, czy tylko kolejnym krokiem do zatarcia lokalnej tożsamości Woli.
Uwaga: Artykuł primaaprilisowy. Przedstawione w artykule informacje są fikcyjne. Oprócz tej, że pod obrady Rady m.st. Stołecznego Warszawy wciąż nie trafił projektu uchwały ograniczającej nocną sprzedaż alkoholu w stolicy.
Napisz komentarz
Komentarze